Florart pisze:DobrzeJuzBylo pisze: Niestety najbardzej zadłużone miasto w kraju o największej monokulturze rynku pracy nie ma na ten moment żadnej przyszłości. Może się to zmieni, a może zostanie drugą Łodzią z turystycznym centrum. Ciężko powiedzieć.
Jeśli Kraków nie ma żadnej przyszłości, to żadne polskie miasto jej nie ma poza Warszawą. Poza Gdańskiem Kraków to jedyne duże polskie miasto z potencjałem turystycznym.
Zmiany na rynku pracy - globalnym, krajowym i lokalnym - to wyzwanie, ale przykład Łodzi jest nieadekwatny, bo tam upadały inne sektory w innym zupełnie otoczeniu społeczno-gospodarczym.
Ja naprawdę dziwię się doomersom, którzy wierzą w scenariusz katastroficzny. Racjonalnym byłoby się trzymać tego Krakowa (i innych dużych miast), bo upadek zacznie się od wsi i miast powiatowych (tu już w sumie trwa od jakiegoś czasu). No chyba, że mowa o rozlewających się przedmieściach: niby jestem poza miastem, ale trzymam się blisko...
Z tą Warszawą możesz mieć rację, bo stolice z reguły jakoś przędą nawet w państwach będących w głębokim kryzysie.
Kraków ma najbardziej nieróżnorodny rynek pracy z top 5. 106 000 osób zatrudnionych w korporacjach. Zdecydowana większość tych etatów wyparuje, a ile jest usług zależnych od sprzątania, przez gastronomię, na różnych przybiurowych żłobkach skończywszy. Wszystkie tereny poza dawną hutą nadające się do jakiejś reindustrialiacji zajebano budownictwem mieszkalnym. Nie ma pomysłu na rozbujanie rynku pracy w Krakowie, a włodarze niestety zaciemniają obraz. Trendy są katastroficzne naprawdę. Analogia do Łodzi jest o tyle zasadna, że tam też panowała monokultura, ale włokiennicza.
Małe miasteczka i wsie czeka zapaść demograficzna, nie ma z tym sensu się kłócić. To co różni rodzinę mieszkającą w Krakowie i na prowincji to kredyt. W jednym przypadku to często 500-800 tysięcy, w drugim nierzadko wcale. Przy dużym bezrobociu koszty życia będą bardzo istotne.
Ludzie 35/40 letni, którzy całe życie spędzili w korporacjach będą niezatrudnialni. Nie dostaną szansy na przebranżowienie konkurując z 15 lat młodszymi ludzmi, którzy będą zwyczajnie tańsi.
Scenariusz, który ja widzę to jest jednak liczny powrót ludności napływowej do siebie w celu minimalizacji kosztów. Wcale tam nie będzie lepiej.
Natomiast nie rozumiem dopatrywania się pozytywów tylko w tym, że gdzieś będzie gorzej.